Montaż, czyli sztuka rezygnacji z cięcia.

Rozmowa z Norbertem Rudzikiem, montażystą filmów „Giga” i „Marcin” zrealizowanych na potrzeby Ścieżki Edukacyjnej GIGABLOK oraz najnowszego filmu Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż”, zdobywcy 4 nagród na Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni.

- Montaż filmowy jest dziedziną nieznaną dla większości widzów. Proszę nam ją trochę przybliżyć i powiedzieć jaką rolę odgrywa w produkcji filmu.

- Montaż techniczny zaczyna się w momencie, kiedy kończą się zdjęcia. Wówczas rozpoczyna się ich przeglądanie i wybór tego, co ostatecznie zostanie zmontowane w film. Montażem można bardzo dużo zepsuć, ale i uratować. Świetne zdjęcia można tak połączyć, że wyjdzie z tego bardzo kiepski film i odwrotnie ze słabych zdjęć można zrobić świetny film. Za pomocą odpowiedniego montażu można też mocno zmienić film. Z tych samych zdjęć da się zrobić bardzo spokojny film, ale też i horror. Montaż jest więc jednym z najistotniejszych elementów produkcji filmowej.

- Jaką rolę pełni montażysta podczas kręcenia filmu? Czy jest cały czas obecny na planie, czy dostaje tylko nagrany materiał do obróbki?

- Dobrze jest jeśli montażysta ma wpływ na to, jakie zdjęcia są wykonywane, dlatego powinien być na planie podczas kręcenia scen. Można wówczas przedyskutować jakie zdjęcia będą potrzebne, jakie kadry warto by było nakręcić na tzw. przebitki, zwrócić uwagę na ujęcia. Montażysta będąc na planie często sam kręci dodatkowe zdjęcia, robi zbliżenia lub szerokie plany. Obecność na planie to także duże ułatwienie dla montażysty podczas późniejszych prac nad filmem. Znacznie łatwiej odnaleźć się w nakręconym materiale. Niestety w Polsce przy 90 procentach produkcji montażysta nie jest obecny na planie tylko dostaje gotowy materiał i nie ma wpływu na zdjęcia. Głównie wynika to z niskich budżetów filmowych. Ja miałem ten komfort, że zarówno w przypadku filmu „Młyn i krzyż” jak i realizowanych na potrzeby Ścieżki Edukacyjnej filmów „Giga” i „Marcin” byłem obecny na planie.

- Na co dzień w naszej pracy widzimy jak przyjeżdża telewizja szybko nagrywa krótki materiał do programu informacyjnego i kilka godzin później już jest wyemitowany. Montaż filmowy trwa jednak znacznie dłużej. Czym w takim razie różni się montaż filmowy od montażu newsów?

- Materiały informacyjne operują fotografiami, które szybko się zmieniają. W reportażu chodzi o połączenie różnych obrazów i pokazaniu ich jednocześnie w krótkim czasie. Montaż filmowy ma natomiast za zadanie opowiadać historię za pomocą obrazu. Dlatego jego dopracowanie, odpowiednie połączenie scen jest tak istotne i stanowi dużą siłę filmu. W jaki sposób zostanie wykonany montaż filmu bardzo dużo zależy od indywidualnego wyczucia montażysty, który musi zdecydować, kiedy ciąć materiał, a kiedy nie.

- Z jakimi problemami trzeba było sobie poradzić podczas montażu filmów „Giga” i „Marcin”?

- Pojawiły się problemy podobne do tych, które mogą wystąpić podczas montowania każdego filmu. Założenie było takie, że film ma być mocno nasycony w kolorach, żeby miał bardzo pozytywny wyraz. Zdjęcia robiliśmy wczesną wiosną i gdzieniegdzie leżał jeszcze śnieg. Trzeba, więc było go usunąć i w jego miejsce wprowadzić trawę. Kolor oczywiście też musiał zostać „podkręcony”.  Na planie „Gigi” mieliśmy nie lada problem z pieskiem, który grał tytułową suczkę Gigę. W jednej ze scen, w której miało być widać płeć psa trzeba było ukryć siusiaka. Pan Grabka próbował tak chwycić zwierzaka, żeby go nie było widać, ale piesek się cały czas wyrywał i mimo nakręcenia kilku dubli nie udało się tego tak do końca zrobić. Trzeba, więc było tę część ciała pieska komputerowo usunąć. Poważny kłopot mieliśmy też z dźwiękiem, który był nagrywany podczas kręcenia kolejnych scen. Na terenie oczyszczalni jest bardzo wysoki poziom szumów. W momencie, kiedy aktor wykonywał jakieś ruchy, przemieszczał się lub obracał to natężenie i wysokość dźwięków się zmieniały.

- Podczas kręcenia każdego filmu powstaje znacznie więcej materiału niż to, co faktycznie później zostaje pokazane widzom. Sceny mają po kilka, a czasem kilkanaście dubli. Po co się to robi? Czy duża ilość „taśmy” to dla montażysty problem czy ułatwienie? Ile czasu trzeba poświęcić na jej obróbkę?

Dla postronnego obserwatora oczywiste jest, że scenę trzeba powtórzyć tylko w momencie pomyłki aktora. Nie widzi on jednak np. ruchu kamery, który może być zbyt wolny lub zbyt szybki podczas kręcenia danej sceny. Tak naprawdę często chodzi o niuanse widoczne dopiero podczas przeglądania nagranego materiału. Żeby było z czego wybrać musi być go nakręcone więcej. Czasem też potrzebne są ujęcia z kilku kamer np. czterech, a my dysponujemy tylko dwoma. Scena jest więc grana kilka razy i kręcona z różnych miejsc. Optymalnie jest jak materiału jest w proporcji 1:10 w stosunku do zakładanej długości filmu. Jeśli jest mniej to często brakuje jakiś ujęć, a jak więcej to trzeba poświecić więcej czasu na ich przeglądnięcie. Zwykle na 1 minutę zmontowanego materiału trzeba poświecić około 5 godzin pracy. Montaż 50-minutowego dokumentu to mniej więcej miesiąc pracy.

- Na planie filmów „Giga” i „Marcina” panowała iście rodzinna atmosfera. Czy tak jest zawsze, czy może to reżyser, czyli w tym wypadku Ewa Stępniewicz, stwarzała taką atmosferę? Jak ważne jest dobre porozumienie między montażystą a reżyserem?

- Jeśli współpraca się nie układa to trudno zrobić dobry film. Ja mam komfortową sytuację i mogę wybierać osoby, z którymi chcę pracować. Przyjmuję propozycje takich reżyserów, którzy chcą by montażysta uczestniczył w całym procesie produkcyjnym filmu i miał na niego swój wpływ. Zdarzają się bowiem czasem reżyserzy, którzy oczekują by montażysta zmontował film dokładnie pod ich dyktando. Montażysta staje się wówczas tylko narzędziem do cięcia i łącznia filmu. Oczywiście są montażyści, którym taka rola pasuje. Ja na pewno do tej grupy nie należę.

Przy mniejszych produkcjach takich jak „Giga” i „Marcin” istnieje możliwość, żeby zebrać do pracy grupę przyjaciół. I tak pracuje się najlepiej. Ludzie rozumieją się wtedy bez słów i wszystko lepiej wychodzi. Praca z Ewą Stępniewicz to czysta przyjemność. To jedna z niewielu młodych reporterek i reżyserów, która wie jaki chce uzyskać efekt, ma wyobraźnię i zna się na produkcji filmowej, a do tego stwarza miłą atmosferę pracy.

- Większość naszych czytelników prawdopodobnie nie wiedziała filmu „Młyn i Krzyż”. Powiedzmy, więc klika słów o nim i o jego montażu, bo dużą siłą tego filmu jest właśnie montaż i wykorzystanie w nim efektów specjalnych.

- „Młyn i krzyż” to film o obrazie Pietera Bruegela „Droga krzyżowa”. Jest to kontemplacja obrazu i analiza poszczególnych ukrytych w nim przez malarza symbolicznych znaczeń.  Cały montaż filmu „Młyn i krzyż” był bardzo skomplikowany, bo obrazy były na siebie nakładane. Tło składało się rzeczywistych kadrów zarejestrowanych kamerą i łączonych z nimi fragmentów obrazu Bruegela. Na to nałożone były postacie, które część scen grały na tle nieba i były później komputerowo z niego wycinane. Niektóre sceny w filmie składały się nawet ze stu warstw nałożonych na siebie. Technika wykorzystana w tym filmie porównywana jest do efektów specjalnych użytych w „Labiryncie Fauna” i „Avatarze”.

- „Młyn i krzyż” oraz „Giga” i „Marcin” to filmy zupełnie innej kategorii. Czy umiałby Pan znaleźć w nich jakieś cechy wspólne?

- Wszystkie trzy filmy mają charakter misyjny i cechuje je nowatorskie podejście do tematu. „Młyn i krzyż” to film, dzięki któremu widz, nawet jeśli zna obraz „Droga krzyżowa” Bruegela, może odkryć go na nowo w nieco inny sposób. „Giga” i „Marcin” też pełnią misję – misję edukacyjną. Bez wątpienia są w tym zakresie filmami niekonwencjonalnymi. Prowadzenie edukacji ekologicznej za pomocą filmów fabularnych to zupełnie nowe podejście do tematu. Muszę przyznać, że jak Ewa Stępniewicz zadzwoniła do mnie i powiedziała mi o tym projekcie to byłem nim mocno zaskoczony, ale i zainteresowany, bo to było dla mnie coś zupełnie nowego. Najlepsze potwierdzenie, że to był bardzo dobry pomysł są moje dzieci. Film „Giga” zobaczyły podczas otwarcia Ścieżki dla mieszkańców. Mój sześcioletni syn jak film się skończył zapytał: „Tato, dlaczego taki krótki?”. Bardzo dużo z tego filmu zapamiętał i teraz w domu poucza wszystkich czego nie wolno wrzucać do toalety.

-Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: AGNIESZKA JASZKANIEC

fot. M. Malordy